Baraka Kraj: USA Rok produkcji: 1992 Czas trwania: 96 min. Gatunek: Dokument
Reżyseria: Ron Fricke Scenariusz: Constantine Nicholas
Tu również film Koyaanisqatsi
Z jednej strony "Baraka" to 96-minutowy dziennik z podróży, z innej - medytacja nad naszą planetą. Reżyser Ron Fricke jeździł z 70 mm kamerą po całym świecie, by uwieczniać obrazy ludzi i natury. Niektóre z nich są zwyczajne, jak ruch uliczny na Manhattanie, inne - niezwykłe, jak zaćmienie słońca, jeszcze inne - pełne rozpaczy - jak widok śmieciarzy pełzających niczym kraby po wysypisku śmieci w Kalkucie.
Liczba głosów: 297, Ocena: Rewelacyjny
Wybrane komentarze: (Gość) Izabella(2010-06-04) Reżyser świetnie połączył życie człowieka i przyrodę oraz rozróżnił tych żyjących lub zmuszonych do życia w "świecie rozwiniętym" Brak dialogów rekompensuje wciągająca muzyka- czułam się jak w transie...
visen.pl(2010-06-02) Film jest dobry ale pomysł nie jest oryginalny. "Baraka" jest zrobiona wiele lat po słynnym "Koyaanisqatsi" z 1982 roku w reżyserii Godfreya Reggio i muzyką Philipa Glassa. Tamten oryginał polecam, naprawdę warto. Można go obejrzeć na google video.
(Gość) mulny(2010-03-27) film daje dużo do myślenia? ale dla kogo? realizacja na najwyższym poziomie, ale co z tego, skoro na świecie ciągle jest tak samo? ciągle...i niestety chyba tak pozostanie... może ci Bogowie wreszcie coś zrobią po obejrzeniu kolejnego filmu, choć wątpię.... (Gość) dora(2010-04-18) Odp: nie mieszaj w to Bogów. Sami sobie gotujemy taki los...
Nasz komentarz: Film doskonały, choć wiele ujęć można by trochę skrócić, oczywiście synchronizując z muzyką. Muzyka doskonała.
Przytoczony przez "visen.pl" film - przodek Baraka - "Koyaanisqatsi" w reżyserii Godfreya Reggio i muzyką Philipa Glassa - choć zbierał pozytywne oceny naszym zdaniem dużo, dużo słabszy, manieryczny ze zbyt agresywnym dźwiękiem. Pomysł tak. Realizacja nie - choć zdjęcia piękne. W Koyaanisqatsi prawie wszystkie ujęcia można spokojnie skrócić o połowę.
Porównajcie sami tu film Koyaanisqatsi.
Recenzja z http://www.filmweb.pl/user/mihal/reviews/-885
Jakiekolwiek zaklasyfikowanie "Koyaanisqatsi" wydaje się niemożliwe. Nie ma tu z pewnością fabuły, przynajmniej w formie do jakiej przyzwyczaiło nas kino; opowiadanie dziejów dzisiejszej cywilizacji zdaje się tematem zbyt szerokim, by mówić o fabule. Z drugiej strony - nie jest to standardowy dokument, nie skupia się na jakimś wąskim zagadnieniu, jest zbiorem obrazów, które opowiadają o całym świecie, który nas otacza. Stąd problem z jakąkolwiek klasyfikacją "Koyaanisqatsi".
Podstawowym zamierzeniem twórców zdaje się skontrastowanie świata takiego, jakim został on stworzony, ze światem, który dla swoich potrzeb przekształcił człowiek. Początek filmu to piękne zdjęcia rozległych równin, nieba, morza. Takie obrazy prezentuje się widzowi przez kilka czy kilkanaście minut. Wszystko po to, by potem na podobnych równinach ukazać słupy i druty wysokiego napięcia, elektrownię, oczyszczalnię ścieków (?). I pod takim znakiem przebiega prawie cały film. To, co widzieliśmy na początku - ład, ciszę, czystość i spokój przyrody zostaje zanegowane przez zgiełk i brud tego, co wytworzył człowiek. Prezentuje się więc widzom fabryki, brud miast, pośpiech i wszystko, co dla naszego życia charakterystyczne. Uderza napis na świetlnym billboardzie w jednym z amerykańskich miast - "grand illusion" - czyżby aluzja do naszej rzeczywistości?
Film kończą zdjęcia katastrofy wahadłowca, który eksploduje w kilka chwil po oderwaniu od ziemi. I oto otwiera się pole do interpretacji. Można w tymże wahadłowcu widzieć ludzkość, której działanie prowadzi ją do zguby, można tę scenę traktować jako apel do swoistego "powrotu na ziemię", do tutejszych problemów. Można wymyślić rozmaite interpretacje, choć wszystkie będą zapewne refleksjami dotyczącym kondycji naszej cywilizacji i kierunku, w którym zmierzamy.
Na samym końcu autorzy tłumaczą tytuł - ko.yaa.nis.qatsi - jako "wariackie życie", "niespokojne życie", czy też "stan egzystencji, który woła o zmianę sposobu życia". To ostanie tłumaczenie (jakkolwiek kulawe by nie było) najlepiej chyba oddaje atmosferę filmu. I z refleksją o "zmianie sposobu życia" wszystkich zostawiam.